Dzisiejszy Nów jest jak cygańska gwarna maskarada, cyrkowisko rodem z filmów Kusturicy, jak cha-cha na pograniczu wypowiedzianego z niewypowiedzianym. Słychać brzdęk dzwonków, uderzają o siebie miedziane tamburynki, wirując kolorowymi szkiełkami tworzącymi ulotne pejzaże. Jeden wielki witraż przesiany trąbkami, uciechami, gwarem, hopa, hejże, hola, swawole, tańce, już biorą się pod ręce, już krzyczą sobie wprost do uszu, już świecą złotymi zębami w uciesze chwili! Brzdęka, grzegocze, dzwoni, syczy, trąbi, krzyczy, plumka, stukocze!
… jak w tej kanonadzie dźwięków rozpoznać swój głos?
Gdzie wypowiedziane miesza się z pomyślanym?
w którym momencie myśl nabiera formy i zaczyna realnie istnieć?
O wypowiedzianym vs. pomyślanym, o świadomym, stworzonym już, uformowanym za pomocą słowa a tym, co nieświadome, co jeszcze nieuformowane, co tylko w postaci wrażenia, jest ten Nów. Całe to rykowisko w Bliźniętach przypomina cygański tabor – mamy tu i Słońce, centrum nasze, tożsamość chwili, Księżyc – to, co miękkie w nas, co w formie wrażeń, impulsów, emocji, Jowisza – filozofa z fajką w dłoni, który gna za horyzont, odpowiadając za mądrość, będąc tym powiększającym szkiełkiem danej jakości, a i Wenus – Afrodytę z krągłymi biodrami muśniętymi morską pianą, która odpowiada za relacje, podejście do piękna, do materii oraz Merkurego – Hermesa, intelektualistę-gawędziarza, który ciągnie za sobą nitkę komunikacji, odpowiadając za to, jak kolektywnie w danej chwili myślimy. Faktycznie to jak cyrkowa banda ruszająca z trąbkami w świat! – z trąbkami, bo w Bliźniętach każdy ma coś do powiedzenia, każdy brzęczy sobie, wypowiada, myśli, puszcza… 🙂
Dużo więc jest tu o wypowiedzianym: o tym, jakim językiem do siebie na co dzień mówimy. O tym, jak się komunikujemy ze światem. O tym, gdzie tę komunikację blokujemy i gdzie udajemy, że jeśli coś nie jest wypowiedziane, to nie istnieje.
Gdzie w życiu udajesz, że to, co niewypowiedziane, to, co nie w pełni pomyślane [bo od tych myśli uciekasz], nie istnieje?
Cały ten Nów stoi w kontrze [kwadraturze] do Saturna w Rybach. Saturn to Surowy Audytor z chmurnym wzrokiem, który weryfikuje, testuje, i pokazuje, gdzie potrzebujemy się wysilić. Saturn w Rybach jest o PRZEMILCZANYM, o blokadzie, o zagadywaniu owocnej ciszy. O uciekaniu od tego, co powinno znaleźć swoją formę słowną. Może być też o tym, gdzie nie dopuszczasz ciszy, bo się boisz. Dlatego wpadasz w Bliźnięcy rwetes – ruch, komunikację dla samej idei komunikacji.
Gdzie i dlaczego nie pozwalasz sobie być sam na sam ze sobą, bo boisz się, co pomyślisz, co wtedy do Ciebie przyjdzie?
Ten Nów jest świetny w udawaniu 😉 – Wenus dopiero co spotkała się ze Słońcem. Naświetlone jest to, co lekkie, łatwe, co nie mąci wody. Saturn staje tu okoniem i mówi, że czasami, żeby się dogadać, trzeba się postarać.
Żadne porozumienie [Wenus] nie przychodzi bez wysiłku [Saturn]. Nie dostaniemy czegoś wartościowego bez włożonej pracy, bez pokonania pewnych blokad intelektualnych i komunikacyjnych.
Co w Twoim życiu potrzebuje teraz być wypowiedziane?
Gdzie nie słuchasz innych i siebie, zagadując ważne wątki i wglądy?
Na ile rozróżniasz swój głos [i swoje zdanie!] od głosu całego świata? 🙂
__________
PS: jeśli jesteś zainteresowana kosmogramem, węzłami księżycowymi bądź inną analizą, pamiętaj, że teraz trwają akurat zapisy! więcej TUTAJ 🙂



